4. ODNOWA A SIŁY CIEMNOŚCI – KATECHEZA

Na poprzedniej konferencji padły takie pojęcia jak np. proroczy styl życia, pojęcia, które były świetnie zrozumiałe dla wszystkich, którzy spotykali się z prorokami Starego Testamentu, na które my jednak trochę straciliśmy wrażliwość, i stąd pewnie pojawił się apel, żeby tę wrażliwość odnowić. To na pewno też wiąże się z tym, żeby nie zamykać daru proroctwa, który Bóg ma dla swojego Kościoła, w jakichś ramach środowiskowych, jak to wczoraj tutaj zostało nazwane w jakimś fanclubie. Więc nie, jednak czujemy się przede wszystkim członkami Kościoła, a niektórzy nawet potrafią nas w tym prześcignąć. Mam tutaj przykład ekumeniczny. Otóż w ostatnich tygodniach anglikański biskup z miasta [?] chlubił się tym, że w jego diecezji pojawiają się osoby, wyznawcy w Kościele anglikańskim, które odkrywają dar, taki właśnie proroczy, charyzmatyczny dar zakonnego trybu życia. Taki przykład podał ten anglikański biskup [?], przykład pani [Olivii Stevens?], która wstaje o 4.30 rano po to, żeby cały dzień ułożyć sobie zgodnie z Regułą św. Benedykta. Ciekawe, że osoba z Kościoła anglikańskiego ma takie pragnienie, żeby korzystać z dawnego proroczego stylu życia, który Pan Bóg w Kościele kiedyś wzbudził inni tu dostrzegają, że takie bogactwa wśród katolików są obecne.

I teraz jeszcze przykład biblijny proroczego stylu życia Jr 16. Od początku rozdziału 16 czytamy tak: „Pan oznajmił mi następujące słowa: nie weźmiesz sobie żony i nie będziesz miał w tym miejscu ani synów, ani córek”. I to ma jakieś znaczenie: „To bowiem mówi Pan o synach i o córkach, które się narodzą na tym miejscu, i o matkach, które je porodzą, i o ojcach, którzy im będą dawać życie w tym kraju: pomrą od różnych śmiertelnych chorób, wyginą od miecza i głodu”. Pewien proroczy gest i jakieś znaczenie, które jest z nim związane. Powołałem się na przykład proroczego stylu życia, kogoś, kto zamieszkał w baraku z bezdomnymi, zresztą ta siostra-prorokini, o której wspomniałem, nie tylko mówi na sposób proroczy, ona też żyje takim proroczym życiem, bo rzeczywiście też zamieszkała i z bezdomnymi, i z rumuńskimi dziećmi zamieszkała w takim towarzystwie i dobrze byłoby, żebyśmy się umieli cieszyć, bo to nie chodzi o to, żeby z zazdrością patrzeć, dlaczego też Pan Bóg przemawia poza naszym klubem. Należy cieszyć się, że Bóg umie na sposoby prorocze wezwać i do słów, i do gestów, i do proroczych sposobów życia.

Odnowa nie jest związana obecnymi formami. Jest otwarta na to, czego od niej wymaga Pan. Między innymi dlatego tak często podkreślamy, żeby być związani z Kościołem, bo kto powiedział, że Pan chcąc mówić do Odnowy, musi się posłużyć członkami Odnowy? Pan Bóg nie ma takiego obowiązku. Może przemówić do Odnowy chcąc posłużyć się innymi członkami Kościoła, skądinąd. Bóg mówi przez swoją Oblubienicę jako całość. Dlatego jest takie ważne, żeby się nie przywiązywać do obecnych form. Nawet mieliśmy niedawno okazję rozstać się z pewnymi formami. Byliśmy przyzwyczajeni wszyscy, i to pewnie przez całe lata, do takiego sposobu modlitwy o zdrowie czy o uzdrowienie, który był wpleciony jako część liturgii Eucharystii, najczęściej po Komunii modliliśmy się o zdrowie i uzdrowienie. A niedawno wyszła instrukcja Kongregacji Nauki Wiary, która przypomina, że Msza św. ma swój ryt opisany w Mszale i żeby do tego rytu niczego nie dodawać. To jest dobry przykład, jak pożyteczne jest nasłuchiwanie Kościoła. Ten nasz zwyczaj, tak jak teraz go reflektujemy, rzeczywiście był dodawaniem czegoś do Mszy. Czy to znaczy, że modlitwa o uzdrowienie jest niedobra? Jest bardzo dobra. Ale Kongregacja nam podpowiada, że są stosowniejsze miejsca na tę modlitwę, że mamy się tak modlić, ale nam pokazuje, że są lepsze miejsca na to: właśnie w czasie jakiegoś nabożeństwa, spotkania modlitewnego, żeby to robić przy innej okazji. I kiedy tak właśnie odbieramy tego typu wskazówki, to po pierwsze mamy okazję poczuć, że nie jesteśmy związani z formami obecnymi. Nie przywiązujemy się do jakichś form: ale tak było do tej pory. A teraz będzie inaczej. Po drugie mamy okazję ucieszyć się, że Stolica apostolska, np. Kongregacja Nauki Wiary poważnie traktuje takich ludzi, którzy modlą się w Kościele o uzdrowienie, na tyle poważnie, żeby im udzielać pomocnych rad, wskazówek, instrukcji. Więc myślę, że powodów do radości, kiedy takie instrukcje do nas trafiają, jest bardzo dużo. Po pierwsze, możemy się korygować, po drugie możemy się cieszyć tym, że Kościół jako całość też się taką formą modlitwy interesuje.

To właśnie w Dokumentach z Malines na str. 80 znalazłem taką pożyteczną wskazówkę, żeby Odnowa nie była związana z obecnymi formami i żeby była otwarta na to, czego wymaga od niej Pan. Bo ciągle grozi ta pokusa: przywiązania do ustalonych sposobów, obowiązujących formami to już jest nasze. Wtedy, jak łatwo zauważyć, moglibyśmy ulec jeszcze jednej pokusie: żeby się różnić zewnętrznym sposobem tylko zewnętrznym sposobem modlitwy czy mówienia, zamiast różnić się otwartością na tchnienie Ducha świętego, otwartością na słowo Pana.

To jest walka z jeszcze jednym obrazem Kościoła w naszym sercu, można mieć też taki fałszywy obraz Kościoła, jako budowli, którą Chrystus wzniósł 2 tysiące lat temu i która od tamtego czasu sobie stoi, taki nieporuszony gmach kościelny. Cóż, czasem coś trzeba może wyremontować, coś się tam obluzowało, tu jeszcze dodać, ale w zasadzie taki nieporuszony gmach stoi. Otóż nie, Kościół nie ma się nam kojarzyć ze statycznym bezruchem jakiejś już skonstruowanej budowli, ale z placem budowy. To o tym właśnie mówi św. Paweł w słowach, że Chrystus sobie wznosi duchową świątynię i to jest świątynia, która się będzie wznosić do końca świata. Żywe kamienie wraz z kamieniem węgielnym, to wszystko ma rosnąć na żywą w Panu świątynię. A kto się przyzwyczai do obecnej statycznej formy, przyzwyczai się do niej: już takie zwyczaje mamy, to nie będziemy ich zmieniać to znaczy, że on już zakończył budowę, po prostu już poszedł na duchową emeryturę. Nie ma emerytury duchowej, jesteśmy wezwani na plac budowy. I na pewno jest wielką zasługą odnowy charyzmatycznej, że nam to przypomina, że Jezus nieustannie swój Kościół buduje, że go nieustannie tworzy, zmienia, że jesteśmy ludem w drodze. Nie zostaliśmy wywołani z Egiptu, żeby być postawieni w jakimś miejscu, ale żeby wyruszyć w drogę, jesteśmy ludem, który wędruje. I nas wcale nie dziwi, że jak się zmieniają okoliczności świata, to się zmienia trochę styl tego wędrowania, ale tak samo nas nie może dziwić, że na początku XXI wieku czegoś innego będzie oczekiwać od nas Pan niż w latach osiemdziesiątych albo dziewięćdziesiątych. Bóg może oczekiwać czegoś innego, i wszystko na to wskazuje. Nie jesteśmy więc mieszkańcami jakichś koszar Bożych, którzy czekają na koniec świata. Takie nastroje trochę przenikają do nas, być może głównie ze Stanów Zjednoczonych. Tam spora grupa takich osób, które się określają czasami jako „biblijni chrześcijanie”, popadła w nastroje bliskiego końca świata, to już z dziesięć lat temu. To jest kilka milionów ludzi bardzo wierzących, bardzo gorliwych, którzy żyją w takim nastroju, ale właściwie są sparaliżowani w swoim działaniu, bo czekają, że lada chwila nastąpi koniec świata. Różnie to nazywają: pochwyceniem, porwaniem. Tak czekają w napięciu: to już? nie, jeszcze nie, za rok, może za dwa, jeszcze nie… Taka jest atmosfera, aura, taka psychoza, całe powieści powstają o tym, jak to porwanie będzie wyglądać. Więc to nie o to chodzi, żeby się dać skoszarować i czekać na koniec świata, ale dać się zaprosić do ludu, który wędruje. A kiedy Pan Bóg zechce zakończyć świat, to sam go zakończy nie czekając na nasze psychozy, aury i nie wiadomo jakie atmosfery wśród nas wywołane.

Myślę, że kiedy się czujemy ludem posłanym w drogę, wezwanym, żeby maszerować, to znowu przyda się pewien rachunek sumienia: dobrze, że w Odnowie do takiej żywiołowości się przyzwyczailiśmy, ale często się słyszy w grupach, jak ludzie potrafią narzekać, lubią narzekać, że mało się dzieje. Ale co oni przez to rozumieją? Nasz animator czy nasz lider jakoś mało robi. Zwykle przez to rozumieją, że on mało nam proponuje, powinien nam więcej proponować. Jak byłem w Seminarium Duchownym, mieliśmy takiego rektora, który tę postawę wśród kleryków krytykował mówiąc, że to jakby człowiek siadał i mówił: bawcie nas, bawcie nas, czemu nas nie zabawiacie? Jest możliwe, że w Odnowie Charyzmatycznej też popadniemy w taką postawę: animatorze, proszę nas bawić, bo się mało dzieje, albo animatorzy do lidera: proszę nas bawić, albo liderzy do koordynatora: proszę nas bawić. Przywiązanie do struktur: tu są funkcyjni niech robią, od tego są funkcyjnymi. Zamiast tego my wiemy, co powinien robić człowiek, który myśli czy czuje, że się mało dzieje, a powinno się więcej dziać, albo który czuje, że kiedyś się działo więcej taki człowiek powinien uklęknąć i powinien się modlić: „Panie, oto jestem, poślij mnie”. A do animatora, lidera czy koordynatora powinien się zgłosić tylko po to, żeby ten animator, lider czy koordynator, żeby właśnie koordynował kipiące w nim pomysły, kipiące w nim działania. To jest normalna reakcja człowieka wierzącego, który myśli, że się za mało dzieje: „Panie, oto jestem, poślij mnie, tylko mi pokaż gdzie, bo ja chcę to robić, chcę tam włożyć ręce”.

Jest jeszcze jeden bardzo ciekawy przykład pożytku, który płynie z nasłuchiwania głosu Kościoła. To cały Kościół jest Oblubienicą i nie możemy sobie zawłaszczać czy przywłaszczać tego tytułu Oblubienicy. Ten kolejny przykład został przeze mnie zaczerpnięty akurat z IVDokumentu z Malines. To jest bardzo fascynujący dokument, mianowicie dokument pt. Odnowa w Duchu świętym i moce ciemności.

Pewnie gdyby tak nas przepytać czy zrobić ankietę, to znowu od strony pozytywnej wielu z nas by powiedziało, że jakąś żywą świadomość, że istnieje niebezpieczeństwo działania szatańskiego, że trzeba się liczyć i walczyć z działaniami przeciwnika Pana Jezusa, uzyskało pewnie dopiero w Odnowie Charyzmatycznej. Jest prawdą, że jakoś niespecjalnie jest moda czy obyczaj, żeby o takich demonicznych działaniach mówić, przestrzegać przed nimi. Nie zawsze i nie wszędzie to się zdarza. Więc na pewno z wdzięcznością mamy sobie przypominać, że Odnowa jakby uwypukliła te fragmenty Pisma św., Ewangelii, które mówią o zmaganiu się Pana Jezusa ze światem zła, o wypędzaniu złych duchów, o zwycięstwie nad szatanem i także o tym, że szatan całkiem po prostu jest i trzeba się z tym liczyć.

Myślę, że też dzięki temu, dzięki tej wzrastającej świadomości, sporo dobra się stało, teraz jesteśmy bardziej wrażliwi na różne takie dwuznaczne, chytre pułapki. Pamiętam, że w latach siedemdziesiątych krążył po Polsce taki uzdrowiciel Harris i jakie on miał takie punkty oparcia? krążył po parafiach katolickich. Pamiętam, że wtedy chcąc jakoś tam pomóc właśnie w tej akcji jeżdżenia Harrisa po Wrocławiu, zgłosiłem się jako porządkowy w parafii to było w mojej parafii salezjańskiej Najświętszego Serca Pana Jezusa, zgłosiłem się jako porządkowy, żeby pomagać przy Harrisie, bo nie było takiego specjalnego uwrażliwienia. Zdaje się, że miałem wtedy chyba 16 lat. W ogóle nikt nie miał takich skojarzeń, że tu w ogóle jest jakiś znak zapytania czy problem. W ogóle nie było takiego znaku zapytania. To był problem w ogóle poza dyskusją czy zastanawianiem się, czy myśleniem. To przecież jest oczywiste, że jak ktoś przyjeżdża i ma moce, i dużo ludzi chce doznać wpływu tych mocy, to trzeba pomagać. I takie było powszechne nastawienie. Był on przyjmowany w kościołach. Nikt w ogóle przeciwko temu nie protestował i się nad tym w ogóle nie zastanawiał. I myślę, że jeżeli dzisiaj jest to niemożliwe, to jest to jeden z owoców właśnie tego, że świadomość wzrosła. To jest jeden z owoców takiej wzrastającej świadomości, że nie wszystko, co jest jakimiś mocami czy duchami, koniecznie musi być czymś dobrym. Pewnie wtedy to były lata siedemdziesiąte na pierwszy plan wysuwała się walka z materializmem, z ateizmem, a wszystko, co oddalało od ateizmu czy materializmu, wydawało się dobre.

Więc to jest jeden z pożytków, na pewno jakaś korzyść duchowa, że dzisiaj świadomość jest wyczulona i dzisiaj byłby niemożliwy taki rajd Harrisa przez Polskę, przez punkty konsultacyjne parafii katolickich. Natomiast w tym, co dobre i słuszne, pewnie też nam akurat ludziom z Odnowy zdarzyło się tak troszkę za szybko biec za tymi wiadomościami czy informacjami, czy tymi ostrzeżeniami, tak za szybko, że pewnie nas na jednym czy drugim zakręcie wyniosło na prawo i na lewo i trochę jest to przez nas zawinione. Bo ten akurat dokument Odnowa w Duchu świętym i moce ciemności był wydany w Polsce już dość dawno temu. Ja go mam już przynajmniej z dziesięć lat. W postaci małej broszurki był wydany jeszcze na powielaczu, w fatalnym stanie, bo wiadomo, jak na tych powielaczach: farba zalewała. Był już dawno wydany i był dokumentem właśnie dla Odnowy Charyzmatycznej: Odnowa w Duchu świętym i moce ciemności i myślę, że pewnie w zawiniony sposób go zaniedbaliśmy. Skutkiem tego było, niestety, przerabianie tych samych błędów i kłopotów, które już inni przerobili. Po co przerabiać błędy i kłopoty, które są już przerobione, opisane i jeszcze nam podane, żebyśmy przeczytali. I pewnie za słabo to czytaliśmy, za słabo się w to wgłębialiśmy i daliśmy się właśnie wynieść na prawo i na lewo, na jednym i drugim zakręcie. Tymczasem tu sam kardynał Suenens to już było w 1982 roku podawał przykłady to był wstrząs: popatrzcie jakie dziwactwa się dzieją. Takie przykłady podawał i to przykłady z literatury katolickiej, tzn. nie w tym sensie katolickiej, żeby reprezentowały myśli Kościoła katolickiego, ale pisanej przez katolików w dobrej wierze na przykład z literatury, że ktoś tam głosił, że zwykle diabły działają w zespołach po ośmiu. Taki mają obyczaj: zwykle po ośmiu. Chyba o to chodziło w tej informacji, że jak się wypędziło jednego diabła, to jeszcze na pewno tam siedem zostało, więc jeszcze te siedem też trzeba wypędzić. Podawał też przykład z literatury pisanej przez katolików opętania kota domowego. Kota! Albo taką radę dla egzorcystów też tam znalazłem, że egzorcysta niech ziewa, bo to ułatwi wyjście demonów z opętanego. Czemu ma ziewać? No, nie wiem. Niech ziewa. Albo to już całe sobie przepisałem i wziąłem w cudzysłów: „Zaleca się spojrzeć natarczywie trzy razy w oczy osobie, która ma się wyzwolić. Za trzecim razem nakazać, by zamknęła oczy i spała, a następnie przemawiać do jej duszy”. No, właśnie. Takich rad tam zgromadził dużo, gromadził je oczywiście tylko po to, żeby pokazać: zobaczcie jakie dziwactwa i jakie śmieszności się tu wkradły, czas więc się z tego otrząsnąć i uwolnić. Bo w każdej dziedzinie jest możliwa przesada. To jest stara zasada Kościoła, już na pewno od starożytności nauczano, że przesada jest możliwa we wszystkim, z jednym wyjątkiem: nie jest możliwa przesada w realizowaniu miłości tu nie można przesadzić, ale we wszystkim innym przesada jest możliwa. Każde nauczanie da się tak zradykalizować, że się stanie przesadnie mądre. Tylko w przykazaniu miłości nie można przesadzić, ale we wszystkich innych tak. No i pewnie tak było, że ludzie, którzy nie wiedzieli, nie orientowali się, nie słyszeli wcześniej nic o jakichś niebezpieczeństwach szatańskich, demonicznych, potem z rozpędu zaczęli mówić o tym za wiele. A potem w efekcie: „trzy razy w oczy”, tutaj jakieś „ziewać”, tu „zespoły po osiem”. Pewnie gdybyśmy mieli bardziej wyczulone ucho na słuchanie głosu Kościoła, choćby kardynała Suenensa, który po to był ustanowiony, żeby się temu przyjrzeć, to opisać, udzielić rad. Pewnie gdybyśmy byli bardziej na to nastawieni i wyczuleni, to tych błędów byłoby mniej. Czemu warto o tym pamiętać? Bo skoro idziemy czy pędzimy, dążymy naprzód, myślę, że dalej będzie się zdarzało nam, że nas będzie wynosić na lewo i na prawo na różnych innych zakrętach. Stąd dobrze jest się uczyć na błędach i dobrze jest już teraz, zawczasu wsłuchiwać się w różne przemyślenia, dokumenty, głosy Kościoła, żeby to już się nie kończyło jakimiś zderzeniami i katastrofami.

To jest całkiem zgodne z tym, czego uczył św. Paweł. Kiedyś uczył tego i to jest charakterystyczne w Pierwszym Liście do Koryntian, a więc liście bardzo charyzmatycznym, czyli moglibyśmy powiedzieć, że w liście jakby właśnie do charyzmatyków pisanym. I tam właśnie św. Paweł, w rozdziale 14, w wierszu 36, uczył takiej zdolności słuchania głosu Kościoła, także tego Kościoła, który jest troszkę odleglejszy od nas, bo to nie nasi ludzie, nie z naszych grup czy z naszego zespołu.

W 1 Kor 14,36 pisze Paweł tak: „Czyż od was wyszło Słowo Boże albo czy tylko do was przyszło? Jeśli komuś wydaje się, że jest prorokiem albo że posiada duchowe dary, niech zrozumie, że to, co wam piszę, jest nakazem Pańskim”. I zobaczmy jak bardzo mądrze byłoby tę radę przyjąć też do siebie. Słowo Boże bardzo dobrze, że nim żyjemy, ale czy ono od nas wyszło? Nie, nie wyszło od nas. Myśmy je dostali w prezencie. Albo: czy tylko do nas przyszło? Bardzo dobrze, że żyjemy Słowem Bożym, ale zobaczmy, że inni też nim żyją i nasłuchujmy, co oni mówią, a już w szczególności, jeśli to jest głos pasterzy Kościoła, bo jeżeli „komuś wydaje się, że jest prorokiem albo że posiada duchowe dary, niech zrozumie, że to, co wam piszę, jest nakazem Pańskim”. Pewne rozróżnienie rangi: są duchowe dary, są proroctwa, dobrze, ale są też nakazy pasterzy, które są nakazem Pańskim i ma się to wszystko zharmonizować, ma to wszystko zostać ułożone w jedną świątynię Pańską, czyli w jedną rodzinę Jezusa Chrystusa, ma to wszystko być Kościołem budowanym na fundamencie Apostołów i proroków.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *