KTO TU ZAPROSIŁ DIABŁY? ICH MIEJSCE JEST W BAJCE?

Śledząc od początku z uwagą dyskusję na temat uzdrowienia pokoleniowego, jaka toczy się na stronach http://www.apolegetyka.katolik.pl oraz http://www.jeruzalem.alleluja.pl wydaje mi się, że próbuje się w niej kwestionować rolę diabła. Czytając niektóre wypowiedzi, zwłaszcza zamieszczone na Dyskusyjnym Forum Apologetycznym, można, moim zdaniem, wyciągnąć wniosek, że owszem diabeł istnieje, ale jest dzisiaj całkowicie pozbawiony swojej mocy czynienia zła, a na dobrą sprawę, to takiej mocy chyba nigdy nie posiadał. Zło zaś, cierpienie, choroby, których istnienia nikt nie jest w stanie nie zauważyć, usiłuje się przypisać wyłącznie człowiekowi i po części również Bogu. Takie jest moje wrażenie odniesione w tej dyskusji.

Zaskoczyła mnie taka interpretacja otaczającej nas rzeczywistości, bowiem do tej pory byłam przekonana, że za zło odpowiada szatan oraz człowiek, posiadający wolną wolę, Boga nigdy nie śmiałabym posądzić o czynienie zła, nawet potraktowanego jako kara służąca nawróceniu się do Boga. Owszem, Bóg może wyciągnąć dobro z każdego zła, ale na pewno tego zła nie chce.

Zastanawiając się, jak to jest naprawdę i nie chcąc samodzielnie interpretować Pisma Świętego, postanowiłam poszukać, co na ten temat mówią inni. Właściwie nie musiałam daleko szukać, bowiem już na stronie Apologetyki odkryłam bardzo ciekawe spostrzeżenia w IV Dokumencie z Malines – Odnowa w Duchu Świętym i moce ciemności. Oto co znalazłam w rozdziale I zatytułowanym DIABEŁ – MIT CZY RZECZYWISTOŚĆ?

Należy przyznać, że istnieje dziś wśród chrześcijan pewna niechęć do mówienia na temat istnienia demonów. Czy to mit, czy rzeczywistość? Czy należy odesłać szatana do królestwa urojeń? Czy jest to jedynie symboliczna personifikacja Zła, wspomnienie minionego, przednaukowego wieku?

Duża liczba chrześcijan uważa, że to mit, a ci, którzy przyjmują rzeczywistość, są zażenowani i z niechęcią mówią o diable, obawiając się, że wygląda to na solidaryzowanie się z ludową wyobraźnią i nieznajomością postępu nauki.

Katecheza, kaznodziejstwo i nauka teologu na uniwersytetach i w seminariach na ogół unikają tego tematu. I nawet tam, gdzie dyskutuje się istnienie diabła, nie bada się jego działania i wpływu na świat. Udało się diabłu uchodzić za anachronizm, to szczyt ukrytego sukcesu.

W tych warunkach dzisiejszy chrześcijanin musi mieć odwagę stawienia czoła ironii i uśmiechom politowania swych współczesnych. Tym bardziej, że uznanie istnienia diabła niezbyt pasuje do tego, co Leon Moulin nazwał: „pelagiańskim optymizmem naszych czasów”.

Powyższy fragment znakomicie potwierdza moje spostrzeżenie, że postawa zaprzeczająca istnienie diabła lub też odbierająca diabłu jego moc, ograniczoną co prawda, jest dzisiaj dość powszechnie spotykana.

Zobaczmy, co mówi na ten temat Papież Paweł VI. Cytat pochodzi również z tego samego rozdziału Dokumentów z Malines:

„[…] Zło nie jest jedynie brakiem, jest działaniem istoty żywej, duchowej, przewrotnej i demoralizującej. Przerażająca, tajemnicza i straszna to rzeczywistość. Oddalają się od Biblii i Kościoła wszyscy, którzy nie chcą uznać jego istnienia… lub którzy je tłumaczą jako pseudorzeczywistość, wytwór umysłu lub upersonifikowania nieznanych przyczyn naszych cierpień. Chrystus go definiuje jako tego, który od początku był zabójcą […] i ojcem kłamstwa (J 8,44-45). Zagraża podstępnie równowadze moralnej człowieka… Oczywiście nie każdy grzech jest wprost zależny od działania diabelskiego. Ale niemniej prawdą jest, że kto nie czuwa z pewną surowością nad sobą (Mt 12,45; Ef 6,11), wystawia się na wpływ «tajemnicy bezbożności», o której mówi św. Paweł (2 Tes 2,3-12) i naraża swe zbawienie” (Paweł VI, audiencja generalna 15.11.1972 r.).

W tym samym rozdziale jest napisane:

„Na ten sam temat umieszczono w l’Osservatore Romano autoryzowane wyniki badań, pod tytułem Wiara chrześcijańska i demonologia, zalecone przez Kongregację Nauki Wiary, potwierdzające doktrynę Magisterium w tej dziedzinie. Autor rozpoczyna od wyjaśnienia, dlaczego istnienie szatana i diabłów nigdy nie stało się przedmiotem deklaracji dogmatycznej.

Wiara trwała i przeżywana

„W odniesieniu do demonologii postawa Kościoła jest jasna i stanowcza. Prawda, że w ciągu wieków istnienie szatana i diabłów nigdy nie stało się przedmiotem stwierdzenia Magisterium explicite. Powodem tego jest fakt, że nigdy nie stawiano znaku zapytania: tak heretycy, jak wierzący opierali się na Piśmie Świętym, zgadzali się na ich istnienie i niszczące działanie. Dlatego dziś, gdy powątpiewa się w tę rzeczywistość, należy powołać się na powszechną wiarę Kościoła i jej źródło, tj. nauczanie Chrystusa, co właśnie uczyniono. W nauczaniu ewangelicznym i w przeżywaniu żywej wiary ukazuje się jako dane dogmatyczne istnienie świata diabelskiego”.

Autor następnie wskazuje, cytując na poparcie Pawła VI, że nie chodzi tu o stwierdzenie uboczne, które można pominąć machnięciem ręki i które nie ma wpływu na to, co się rozgrywa w misterium Odkupienia.

„Nieufność współczesnych, którą ukazaliśmy na początku, nie dotyczy jakiegoś elementu drugorzędnego w myśli chrześcijańskiej: chodzi o trwałą wiarę Kościoła, o koncepcję Odkupienia, i ma za punkt wyjścia świadomość samego Jezusa. Dlatego przemawiając niedawno na temat tej straszliwej, tajemniczej i groźnej rzeczywistości Zła, Ojciec Święty Paweł VI z całym autorytetem mógł stwierdzić: «Kto odrzuca tę rzeczywistość, odbiega od nauczania biblijnego i kościelnego, jak również każdy, kto ją uważa za istniejącą samodzielnie, nie odnosząc, jak wszelkiego stworzenia, do początku w Bogu». Egzegeci i teologowie nie mogą lekceważyć tej przestrogi”.

Przyjęcie istnienia diabła nie jest popadnięciem w manicheizm, ani umniejszeniem odpowiedzialności i wolności człowieka.”

Bardzo dobrze też ujęty jest temat diabła w Katechizmie Kościoła Katolickiego:

394 Pismo święte potwierdza zgubny wpływ tego, o którym Jezus mówi, że „od początku był on zabójcą” (J 8, 44), a nawet usiłował odwrócić Jezusa od misji powierzonej Mu przez Ojca259. „Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła” (1 J 3, 8). Wśród jego dzieł najcięższe w konsekwencjach było kłamliwe uwiedzenie, które doprowadziło człowieka do nieposłuszeństwa Bogu.

395 Moc Szatana nie jest jednak nieskończona. Jest on tylko stworzeniem; jest mocny, ponieważ jest czystym duchem, ale jednak stworzeniem: nie może przeszkodzić w budowaniu Królestwa Bożego. Chociaż Szatan działa w świecie przez nienawiść do Boga i Jego Królestwa w Jezusie Chrystusie, a jego działanie powoduje wielkie szkody – natury duchowej, a pośrednio nawet natury fizycznej – dla każdego człowieka i dla społeczeństwa, działanie to jest dopuszczone przez Opatrzność Bożą, która z mocą i zarazem łagodnością kieruje historią człowieka i świata. Dopuszczenie przez Boga działania Szatana jest wielką tajemnicą, ale „wiemy, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8, 28).

Szatan dzisiaj jest więc faktycznie niegroźny, ale tylko dla ludzi, którzy swe życie oddali Jezusowi. Już od czasów Ewangelii była to jednak znakomita mniejszość. Do dzisiaj się też pod tym względem nie poprawiło. A co z pozostałymi?

Uważam, że postawa odbierająca moc diabłu jest równie niebezpieczna, jak postawa przeceniająca jego znaczenie.

We wstępie do IV Dokumentu z Malines kardynał Suenens pisze:

„Chcemy wyznaczyć i pomóc znaleźć pewną drogę postępowania pomiędzy dwoma niebezpieczeństwami:
– niedocenianiem obecności Ducha Zła w świecie;
– zwalczaniem go bez rozeznania i koniecznych kościelnych gwarancji.

Czy się chce, czy nie, Kościół stoi wobec poważnego problemu duszpasterskiego, który dotyczy jego misji w świecie. Nie można się od niego uchylić, mimo zawiłości i delikatności problemu: chodzi o wierność Ewangelii i obowiązek zmierzenia się z wpływem Złego we współczesnym świecie.

Od samego początku, pisząc słowo Zły dużą literą, stoję wobec konieczności wyboru. Czy należy pisać małą literą, aby określić globalnie destrukcyjne i zabójcze wpływy, które dziś atakują człowieka i społeczeństwo? Czy też chodzi o rozpoznanie poza tymi nieprawymi i ciemnymi siłami Mocy Zła, obdarzonego inteligencją i wolą, która działa w świecie?

Nie uniknie się pytania i dylematu. Albo przyjmuje się istnienie Diabła, ryzykując przeciwstawienie się współczesnej krytycznej mentalności, lub też odrzuci się go, co jest przeciwstawieniem się Tradycji Kościoła i Ewangelii.

Wydaje mi się, że są to kluczowe słowa, należy znaleźć złoty środek między „niedocenianiem obecności Ducha Zła w świecie, a zwalczaniem go bez rozeznania i koniecznych kościelnych gwarancji.”

Chciałabym się jeszcze odnieść do niektórych ze stwierdzeń, które padły w dyskusji o uzdrowienie miedzypokoleniowe:

„Zapytajmy jednak, wciąż ograniczając się tylko do Starego Testamentu: czyim dziełem są owe konsekwencje, zarówno te w skali społecznej, jak i w skali rodzinnej? I tu niespodzianka: są dziełem Boga:

„Pan, Bóg twój, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia ” (Wj 20,5);

„Pan zsyłający kary za niegodziwość ojców na synów i wnuków aż do trzeciego i czwartego pokolenia ” (Wj 34,7);

„Pan karze grzechy ojców na synach do trzeciego, a nawet czwartego pokolenia ” (Lb 14, 18).

Natomiast współcześni zwolennicy uzdrowienia międzypokoleniowego zdecydowanie twierdzą, że zwalczają kary ponoszone za grzechy przodków do trzeciego i czwartego pokolenia, ponieważ mają do czynienia z dziełem diabła. To demonom przypisują skuteczność takiego przekleństwa i podtrzymywanie jego złowrogiego działania. Ale dlaczego? Stary Testament nic o tym nie mówi. Mówi natomiast, że chodzi tu o dzieło Boże, mianowicie o Bożą karę.”

W Dokumentach z Malines odkryłam jeszcze większą niespodziankę – wyjaśnienie, dlaczego Stary Testament nic nie mówi w tym miejscu o demonach.

„Stary Testament jest dyskretny odnośnie do roli szatana, możliwe, że po to, by uniknąć uczynienia drugiego Boga dla Izraelitów. Większego znaczenia nabierze szatan w judaizmie współczesnym Chrystusowi, gdyż wówczas nie istniało już takie niebezpieczeństwo wobec w pełni wydobytej, całkowitej transcendencji Boga.”

Szatan to upadły anioł. Rzeczownik „anioł”, jak pisze Słownik Teologii Katolickiej, nie jest określeniem natury, lecz funkcji i znaczy „wysłannik”. W Starym Testamencie początkowo aniołom przypisywano czyny dobre lub złe.

Wyjścia 12:23  A gdy Pan będzie przechodził, aby porazić Egipcjan, a zobaczy krew na progu i na odrzwiach, to ominie Pan takie drzwi i nie pozwoli Niszczycielowi wejść do tych domów, aby was zabijał.

Wyjścia 23:20  Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem.

2 Samuela 24:16  Anioł wyciągnął już rękę nad Jerozolimą, by ją wyniszczyć; wtedy Pan ulitował się nad nieszczęściem i rzekł do Anioła, niszczyciela ludności: Wystarczy! Cofnij rękę!

„Jednakże od czasu niewoli zadania aniołów są bardziej sprecyzowane, a sami aniołowie otrzymują pewne kwalifikacje moralne w zależności od roli, jaką spełniają: z jednej strony dobrzy aniołowie, z drugiej zaś szatan i demony. Pomiędzy tymi dwoma ugrupowaniami panuje ustawiczna niezgoda(Zch 3,1n).” (Słownik Teologii Katolickiej – redaktor naczelny Xavier Leon-Dufour, tłumaczenie ks. Kazimierza Romaniuka wydany przez Pallotinum w 1973 roku, str49, hasło – anioł)

A więc nic dziwnego, że trudno jest znaleźć w Starym Testamencie szczegółowe informacje o działaniu demonów, po prostu, tam jest bardzo niewiele napisane na ten temat. Ale jeśli o czymś nie jest napisane, to nie zawsze oznacza to, że tego czegoś nie ma.

Co więc pisze Xavier Leon-Dufour w Słowniku Teologii Katolickiej o szatanie?

„Rzeczownikiem szatan lub diabeł-obydwa terminy występują z jednakową częstotliwością w Nowym Testamencie – określa się w Biblii istotę o charakterze osobowym. Jest ona sama niewidzialna, ale jej wpływy przejawiają się bądź w działalności innych istot( demony lub duchy nieczyste), bądź w pokusach. Pod tym względem Biblia jest zresztą pełna wyjątkowego umiaru, ograniczając się do poinformowania nas o samym istnieniu tych osobowości, o ich podstępnym działaniu i sposobach obrony przed nimi.

Stary Testament mówi o szatanie bardzo rzadko i w sposób, który troszcząc się o zachowanie transcendencji Boga, unika starannie wszystkiego, co mogłoby skłonić Izraelitę do dualizmu, który go zawsze tak bardzo pociągał. Szatan ukazuje się więc nie tyle może jako przeciwnik w sensie ścisłym, ile raczej jako jeden z aniołów dworu Jahwe. (…)

Owa tajemnicza istota odgrywała bardzo zasadniczą rolę już od samych początków istnienia człowieka. Księga Rodzaju mówi tylko o wężu.(…) Wężowi temu Księga Mądrości nadaje jego właściwe imię: jest to diabeł.” (Słownik Teologii Katolickiej- redaktor naczelny Xavier Leon-Dufour, tłumaczenie ks. Kazimierza Romaniuka wydany przez Pallotinum w 1973 roku, str 930, hasło – szatan)

Jeszcze jedną ważna naukę należy wyciągnąć ze sposobu potraktowania szatana przez Biblię. To że szatan występuje tam jako osoba, o której niewiele się pisze, jest wskazówką dla nas, że i my nie powinniśmy zajmować się bez potrzeby diabłem. Musimy sobie jednak zdawać sprawę, że szatan będzie groźny do końca świata. Na pierwszym miejscu naszego życia musi stanąć Bóg, wtedy dopiero nie potrzebujemy się niczego obawiać.

Idea przypisywania wszystkiego, co spotyka ludzi, Bogu, jest bardzo wyraźnie wytłumaczona również w Słowniku Teologii Katolickiej pod hasłem – cierpienie:

„Wygnańcy przebywający w Babilonii, przywaleni ciężarem klęsk – ogromnych jak morze (Lam 2, 13), w rzeczywistości odczuwali wielką pokusę przypuszczania, że Jahwe został pokonany przez jakieś potężniejsze bóstwo. Prorocy, broniąc Boga, wcale nie usiłują Go usprawiedliwiać, lecz twierdzą z całą stanowczością, że ma On władzę także i nad cierpieniem. „ja tworzę światło i stwarzam ciemności, sprawiam pomyślność i stwarzam niedolę.”(…) Próbowano, rzecz jasna, rozwiązywać również problem cierpienia bez odwoływania się do bezpośrednich ingerencji Boga. (…) Dochodzi się więc do wniosku, że żaden z tych czynników, ani natura, ani przypadek (Wj 21,13), ani jakieś fatum w życiu człowieka (Job 4, 1 nn), ani zgubna płodność grzechu, ani przekleństwo (Rdz 3, 14; 2Sm 16, 5), ani nawet sam szatan – nic nie jest w stanie wymknąć się spod zasięgu mocy Boga. ostatecznie więc zawsze będzie chodziło o Boga.” (Słownik Teologii Katolickiej- redaktor naczelny Xavier Leon-Dufour, tłumaczenie ks. Kazimierza Romaniuka wydany przez Pallotinum w 1973 roku, str152, hasło – cierpienie)

We fragmentach o karze za nieposłuszeństwo jest więc pokazany Bóg, jako czuwający nad wszystkim, mający władzę również nad szatanem. Wykonawcą tej kary jest szatan, ale może on tylko tyle, ile pozwoli mu wszechmogący Bóg. Niemożliwą rzeczą jest, aby Bóg, który jest „światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności” spełniał uczynki ciemności. Niedopuszczalną rzeczą jest, żeby Boga obciążać wojnami, chorobami, cierpieniem, a to może być wyrazem kary Bożej. Nie jest to też z pewnością wolą Bożą. Wszystko, co Bóg stworzył, było bardzo dobre, a stworzył to dla człowieka. Dopiero nieposłuszeństwo człowieka skuszonego przez szatana, przyniosło ze sobą takie gorzkie owoce. „Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących” ( Mdr 1, 13) „A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła” ( Mdr 2, 24). Ludzie, podobnie jak aniołowie, zostali obdarzeni wolną wolą. Nie zawsze ta nasza wola jest zgodna z Bożą. Myślę, że wszystkie cierpienia, jakie nas spotykają, z pewnością nie wypłynęły z woli Bożej, gdyż Bóg na pewno nie jest autorem grzechu pierworodnego, którego te cierpienia są przykrymi konsekwencjami. Jednakże Bóg nigdy nie dopuściłby do tego grzechu, gdyby nie potrafił wyciągnąć z niego dobra (o błogosławionej winie Adama śpiewa się w liturgii paschalnej). Obecne, te bardzo konkretne nasze cierpienia też są w jakiejś mierze konsekwencjami także i naszych grzechów, i grzechów innych ludzi, i grzechu pierworodnego. Bóg zaś wykorzystuje te owoce grzechu, którego z pewnością nie chce, wykorzystuje także działanie szatana ku naszemu dobru. Bóg na pewno nie chciał cierpienia, nie chciał śmierci, ale skoro one się już pojawiły na świecie, obraca je ku naszemu uświęceniu.

Są one w rękach Bożych narzędziem naszego nawrócenia, podobnie jak stał się Babilon, „państwo szatana”, jak określa to miasto Słownik Teologii Katolickiej, dla Izraelitów.

„Była to potęga ogromna, potęga, która ze swej siły uczyniła sobie bóstwo (Hab 1, 11). Lecz oto Bóg wyzyska tę potęgę do przeprowadzenia własnych planów. Babilon przyczyni się w ten sposób do wykonania wyroków Bożych na Niniwie (Nah 2, 2-3, 19). Staje się on biczem Bożym dla Izraela i państw osiennych; wszystkie owe państwa odda Bóg w ręce Nabuchodonozora, swojego króla i będą musiały cierpieć pod jego jarzmem (Jer 27, 1-28, 17) (…) Ale właśnie nad rzekami Babilonu (…) deportowani Żydzi będą poddani oczyszczającemu cierpieniu, które będzie przygotowaniem do przyszłego odrodzenia.” (Słownik Teologii Katolickiej – redaktor naczelny Xavier Leon-Dufour, tłumaczenie ks. Kazimierza Romaniuka wydany przez Pallotinum w 1973 roku, str 61, hasło – Babilon)

Spróbujmy teraz sobie odpowiedzieć na pytanie, postawione w jednym z artykułów:

„Jak w tym świetle wygląda pragnienie łamania takich konsekwencji grzechów przodków, które trwają do czwartego pokolenia? (Przypominam, że cały czas próbujemy ograniczyć się tylko do danych Starego Testamentu). Wygląda to na łamanie ni mniej, ni więcej, ale … Bożego dzieła: dzieła zamierzonego dla ukarania winnych i ku przestrodze pozostałych.”

Nie wydaje mi się, żeby to Boże dzieło polegało tylko na ukaraniu winnych. Bóg raczej pragnie nawrócenia grzesznika i taki jest cel kary. Nawrócenie, a także uświęcenie może być powodem dopuszczenia w życiu konkretnej osoby cierpienia, a nawet działania szatana

2 Koryntian 12:7-9  Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz (Pan) mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa.

Rodzina obciążona skutkami grzechów swoich przodków (jeśli przyjmiemy, że jest możliwe takie obciążenie), powinna więc tę sytuację odczytać nie jako klęskę życiową, ale jako wezwanie do nawrócenia. Nawrócenie zaś trudno jest nazwać łamaniem Bożego dzieła.

 

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *